Przytrafił mi się dzisiaj dziwny problem.
Po zatrzymaniu się zgasiłem auto na kilka minut, nawet świateł nie gasiłem, normalnie odpalił, równo pracuje, ale świeci sie check. Korek w końcu ruszył, ja daje gazu, a on mi chce zgasnąć... Totalnie zero mocy, nie szło nawet na pobocze zjechać, każde najmniejsze dodanie gazu, to gubienie zapłonu i spadek obrotów, ale nie gasł. Spaliny śmierdziały takim jakby kwasem, ale na jałowych chodził równiutko bez żadnego telepania, czy coś, nie tak, jak na trzech garach. Zepchnąłem, zgasiłem, znowu zapaliłem, tak samo, odpala bez najmniejszego problemu, tak, jak zwykle, tylko gazu nie szło dodać. Pomajtałem ręcznie przepustnicą, zauważyłem, że jak baardzo powoli dodam gazu, to jestem w stanie minąć ten moment, kiedy ledwo chodzi i powyżej pracuje już normalnie. Zgasiłem, polazłem do bagażnika po narzędzia, odpalam, a tu check zgasł, auto chodzi normalnie....
Komputer nie pokazał żadnego błędu (nie wiem jak wtedy, kiedy był problem, nie zdążyłem sprawdzić), dojechałem do domu w korkach bez najmniejszego problemu.
Raz tak miałem, że ze świateł pod górkę nie mogłem nawet ruszyć, taki totalny brak mocy, jak mi się końcówka kabla zapłonowego odczepiła od kabelka i na trzech garach chodził, ale wtedy mogłem silnik zakręcić tak do 3000 obrotów, też prawie bez mocy był, no i telepał budą i nie trzymał obrotów na jałowym, nie tak, jak teraz. No i błędy się pozapisywały w komputerze...
Co to do cholery mogło być?!? Nie mam zielonego pojęcia co to było, głupio by było, gdyby sie to powtórzyło... Komputer nic nie mówi, a ja nawet nie wiem, gdzie problemu szukać... Czy to paliwa nie podawał, czy też problem od strony zapłonu...
moze nawet korek od baku 
