Wczoraj jadąc sobie spokojnie przez miasto nagle zgasł mi silnik i zapaliła się żółtka kontrolka. Okazało się, że pod maską jest jakaś dziwna konstrukcja, która pozostawił po sobie były właściciel - otóż osłonił on akumulator kawałkiem gumy, która przyczepiona była (sic!) dwoma prętami. Tak więc pręty się przesunęły, dotknęły masy, spięcie i silnik zgasł. Ściągnąłem to dziwactwo i samochód odpalił bez problemu - pojechałem dalej.
Dzisiaj jednak rano nie mogłem go odpalić. Nie wiem co jest problemem - czy deszcz (zimny silnik, spięcie?) czy też wczorajsze problemy. Wszystko chodzi jak należy (elektryka bez problemów, bezpieczniki sprawdzałem - wszystkie OK), silnik kręci ale nie chce odpalić - tak jakby brakowało mu iskry. Nie wiem co jest grane - napiszcie mi proszę jakie mogą być tego przyczyny i jak to ew. sprawdzić. Niestety samochód stoi w miejscu i nie mam jak go przetransportować do warsztatu.
Pozdrawiam,
Góral


Być może jest zaklejone tą taśmą, której boje się odrywać bo jest przyklejona czymś naprawdę mocnym.