Sprawa wygląda tak - całe zawieszenie mam -50. Amorki podobno seria, tak mówi Gumiś.
Na każdej większej dziurze bije aż po zębach, czyli amory biją chociaż przy prawidłowym zestrojeniu (sprezyna/amor) takiej sytuacji nie powinno być bo po to jest jeszcze sprężyna...
Na dniach jadę na szarpaki, pewnie amorki już dostały nieźle po garach od warszawskich dziur...
Teraz pytanie, co jest bardziej opłacalne:
czy kupować (w razie co) krótsze amory żeby pasowały do sprężyn -50 czy też podnieść jakoś przód i zostać przy tych amorach...
Co radzicie ? Szkoda zawieszenia chyba, ale też chciałbym jednak, żeby autko wyglądało schludnie i było równo obniżone...
Czy takie krótkie amory na przód to jakiś mega wydatek ? Forumowicze od obniżonych ceerek - jak to jest z tym u was ? Macie zestrojone czy też tylko wymieniliście sprężyny na minusy ?
na wakacje spadam z Polski i już nie będzie kurwi...a co kilka metrów bo dziura na dziurze i droga pofalowana jak naleśnik