Generalnie od prawie roku mój rex nie jeździ za wiele. No ale czasem go trochę przegonie. Parę miesięcy temu zabrałem go na przegląd - przeszedł. Potem udałem się na stacje benzynową bo już leciałem na oparach. Na stacji kolejka więc go zgasiłem. Pogoda paskudna, deszcz, śnieg itd. Zwolniło się miejsce pod dystrybutorem, a tu rexon nie chce odpalić. A brakowało mi dosłownie długość auta więc "podjechałem" na rozruszniku (nie najlepszy z moich pomysłów). Po zatankowaniu (nie do pełna, wlałem chyba z 10 litra) nie chciał odpalić i zaczął strzelać w wydech. Po paru dość głośnych próbach w końcu odpalił ale sobie jeszcze trochę "poprychał" zanim odzyskał moc. Potem chwile pojeździłem i było ok.
Ze 3 miechy zimy stał nie jeżdżony po tym - odpalam go ostatnio, startuje na dotyk, ale po jakimś czasie prycha, strzela i gaśnie. A potem już odpalić nie chce. Zresztą męczyć go nie chciałem. Po nocce odpalił ale po paru minutach to samo.
Czy to może być zapowietrzony układ paliwowy? W sumie to od kiedy mam to auto to zawsze słabo odpalał jak w baku mało paliwa było... ale nie wiem czy to ma jakiś związek.